Pentagon: WikiLeaks może mieć krew na rękach

dnia 30-07-2010 o godzinie 10:41

Dziennik Internautów

Serwis WikiLeaks, który ujawnił tajne dokumenty amerykańskiej armii dotyczące Afganistanu, może mieć krew na rękach - uważa Pentagon, który ostrzegł w czwartek, że z powodu przecieku mogli zginąć ludzie i mógł on zniszczyć zaufanie sojuszników USA.

GENIVI wybiera MeeGo

dnia 26-07-2010 o godzinie 17:14

Linux News

23 lipca bieżącego roku Fundacja Linuksa ogłosiła, że organizacja GENIVI wybrała platformę MeeGo jako podstawę systemu IVI (In-Vehicle Infotainment).

IVI to technologia obejmująca aplikacje dostępne dla każdego pasażera. W skład wchodzą m. in. nawigacja, rozrywka, usługi oparte na lokalizacji, dostęp do urządzeń, sieć szerokopasmowa i lokalna”

Jak zaznaczył Jim Zemlin, dyrektor w The Linux Foundation, MeeGo zostało stworzone także do tego celu.

Wybraliśmy MeeGo jako podstawę dla naszej platformy, ponieważ jest ona innowacyjna a także dostarcza wieloplatformowe wsparcie.

powiedział Graham Smethurst, prezydent GENIVI
GENIVI Alliance:

organizacja zrzeszająca czołowych producentów samochodów i twórców oprogramowania komputerowego. Celem organizacji jest zaadaptowanie systemów związanych z codzienną komunikacją i rozrywką w nowoczesnych samochodach (In-Vehicle Infotainment).
źródło: wikipedia

Wikimania 2010 w Gdańsku

dnia 08-07-2010 o godzinie 09:05

Paweł Wimmer

Gdańsk wygrał z Amsterdamem i Oksfordem. Komunikat Wikimedia Polska:

W dniach 9 do 11 lipca w Gdańsku odbędzie się konferencja Wikimania'2010, organizowana przez stowarzyszenie "Wiki w Polsce". Konferencja przeprowadzana jest od 2005 roku za każdym razem w innym kraju. Ma ona charakter kulturalny i naukowo-techniczny, jej celem jest spotkanie i wymiana doświadczeń użytkowników biorących udział w tworzeniu projektów Wikimedia Foundation, oraz osób związanych z problematyką wolnego oprogramowania, internetowego dostępu do wiedzy w tworzącym się społeczeństwie informacyjnym - m.in. w ramach jednego z największych obecnie światowych przedsięwzięć internetowych, jakim jest Wikipedia (polska wersja http://pl.wikipedia.org) - jak i twórców działających na polu wolnej kultury oraz wolnego dostępu do dóbr nauki i edukacji.

Wybranie Gdańska jako kolejnego miejsca konferencji jest konsekwencją skutecznej aktywności polskiego środowiska Wikimedia, mocno wspartego - dzięki bardzo dobrym kontaktom na płaszczyźnie pozarządowej - przez wikimedian z Federacji Rosyjskiej i Ukrainy. Warto wspomnieć, że komisja konkursowa obecnej edycji konferencji miała jeszcze do wyboru Amsterdam i Oxford.

Oh shi-

dnia 23-01-2010 o godzinie 00:33

Kangel

Cześć! Kopę lat, czyż nie? Długo tutaj nic nie pisałem, a w zasadzie, patrząc po archiwum – nigdy tutaj nic nie pisałem. Ale to jest oczywiście kłamstwo. Ot, wszystko poznikało, co było zabiegiem całkowicie celowym, który, mam nadzieję, pozwoli mi ponownie wkręcić się w Joggera. Bo w gruncie rzeczy to mi na tym zależy. Skoro jest to nowy początek, to teoretycznie wypadałoby się przedstawić. Od pewnego czasu niezbyt obchodzi mnie, co wypada, a co nie, ale w tym przypadku chyba jednak się przełamię :-) Zatem pragnę napisać to, co aktualne w tej chwili... Na imię mi Kacper, mam siedemnaście lat (notka ta powstała dzień po urodzinach z okazji postanowienia powstałego dzień przed nimi) i jestem uczniem liceum pierwszej klasy i uczęszczam w nim do pierwszej klasy o profilu mat-inf (jak dobrze pójdzie, to ta informacja się przez kilka lat nie zdezaktualizuje) :)) Niesamowicie kręci mnie muzyka: uwielbiam słuchać tej zagranicznej, związanej głównie ze starym hard rockiem (Guns N' Roses, AC/DC, Led Zeppelin...), a także wśród moich ulubionych znajdzie się kilka polskich (takich jak T.Love i Kult). Zresztą co ja się będę rozpisywał, chyba po coś to mam, czyż nie? Dodatkowo uczę się grać na gitarze elektrycznej. Jako, że robię to od dosyć już długiego czasu, potrafię coś czasem na niej zagrać nawet :-) Wraz z dwoma kumplami z gimnazjalnej klasy pogrywamy sobie od roku mniej-więcej raz w tygodniu (niestety z dłuższą przerwą). W tymże zespole zajmuję się, generalnie rzecz określając, robotą gitarzysty rytmicznego. Jeżeli chodzi o jakieś dodatkowe informacje o naszej grupie, to: niedługo prawdopodobnie dołączy do nas basista, powoli poszukujemy wokalisty, a kiedy już się to uda, to może uda się gdzieś, kiedyś zagrać wreszcie jakiś koncert (niepewnie przyznam, że od dłuższego czasu jest to jedno z moich marzeń...). Wtedy w naszych krótkofalowych planach pojawi się zapewne zdobycie fanów w mieście, regionie, województwie i kraju, a w tych nieco dłuższych: podbicie Eurazji, reszty świata i ekspansja na Marsa. Drugim moim zainteresowaniem jest informatyka, a w zasadzie programowanie. Na ten temat nie będę się zbytnio rozpisywał, bo niestety nauka tegoż idzie mi dość opornie. W związku z tym nie ma się za bardzo czym chwalić. To znaczy byłoby czym, gdyby nie to, że w tej społeczności bez problemu będzie można znaleźć kilkoro młodszych ode mnie, lecz o zdecydowanie większej wiedzy... Bywa :) Cóż poza tym mogę dodać? Mimo tego, że nie wszystko mi się udaje, uważam siebie za szczęśliwego człowieka i mam nadzieję, że się to zbyt szybko nie zmieni. Mam kochaną partnerkę, przeżywam wiele pozytywnych chwil i stosunkowo mało negatywnych, mam muzykę, mam co jeść. Prawdopodobnie nie muszę narzekać. Sorry, nie będę płakał. Za często. I cóż poza tym? Lubię żeglarstwo, narty, rower, zielony kolor, humor o pH mniejszym niż 2, sen i imprezy. Jestem Wikipedystą, odwiedzam często demotywatory, wykop i mimo wszystko wolę raczej naszą-klasę niż Facebooka. Aaa no i lubiłem Grono, dopóki nie zmieniło dizajnu na fejsbukowy. Hmm... To chyba tyle zbędnych informacji o mojej osobie... Pozdrowienia, podziwiam, że udało się tu dotrzeć, dziękuję, dobranoc, cześć, papa. A z okazji minionych półtorej godziny temu urodzin życzę sobie natchnienia na notki. I nie tylko na notki...

Szewczyk Dratewka i dinozaury pożerające dziewice

dnia 02-07-2008 o godzinie 23:47

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Dzisiaj będzie o smokach. Pamiętacie jeszcze z dzieciństwa bajkę o Dratewce? Jak to dzielny szewczyk uratował Kraków nękany przez złowieszczą, ziejącą ogniem bestię? Siłą nie był w stanie, więc użył nasz Dratewka podstępu: wypchał owcę siarką i podrzucił smokowi. Ten wziął kęsa, drugiego i.... kaaabum! Siarka zrobiła swoje, a Dratewka dostał pół królestwa, księżniczkę, czy co tam jeszcze chciał.

Ilustracja z "Nowych Aten" Benedykta Chmielowskiego

Jak widzicie, w opowiadaniu bajek nie jestem najlepszy. Niewątpliwie sprawniej szło to autorom... Starego Testamentu.

Rzućmy okiem do Księgi Daniela 14:23-28 (Biblia Warszawsko-Praska):

"Był w Babilonie wielki smok, któremu oddawano cześć.(24) Powiedział król do Daniela: Czy i o nim powiesz, że jest zrobiony z brązu? Popatrz, przecież on i je, i pije. Nie możesz powiedzieć, że to nie jest bóg żyjący. Zechciej mu więc oddać cześć.(25) Daniel odpowiedział: Ja czczę tylko Pana, Boga mojego. Tylko On jest Bogiem żyjącym. Jeśli mi pozwolisz, królu, zabiję tego smoka nie posługując się ani mieczem, ani nawet zwykłą pałką.(26) I zgodził się król.(27) Wziął tedy Daniel smoły, łoju, włosia, kazał wszystko ugotować, zrobił z tego placki, które wrzucił w paszczę smoka. Smok połknąwszy wszystko rozpękł się na dwoje. A Daniel powiedział: Oto zobaczcie teraz, komu cześć oddajecie!(28) Kiedy Babilończycy dowiedzieli się o tym, rozgniewali się bardzo i buntując się przeciwko królowi, mówili: Nasz król stał się Żydem."

Historia wygląda wręcz uderzająco podobnie. Babilończyków również nęka smok, tyle że był to smok pogaństwa. Daniel podstępem, niemal identycznym jak w bajce o Dratewce, zabija smoka i uwalnia Babilon od fałszywego bożka. Oczywiście samych Babilończyków niezbyt to ucieszyło, ale to już inna sprawa. W końcu w bajce o Dratewce król też raczej nie radował się na myśl o oddaniu jakiemuś obdartusowi z nizin społecznych połowy królestwa i córki.

Wróćmy ad rem. Obydwie opowieści są na tyle podobne, że można mieć w zasadzie pewność, że pierwsza pochodzi od drugiej. Nie bezpośrednio, bo Dratewka, miał w rzeczywistości na imię Grakh i pojawił się w legendzie przytoczonej na przełomie XI i XII wieku przez kronikarza Wincentego Kadłubka. Czy Kadłubek sam odnalazł ten motyw w Biblii, czy powtórzył zasłyszaną, a opartą na Księdze Daniela bajkę, to już inna sprawa.

Podobnych baśni zaczerpniętych ze świętych ksiąg, a następnie odartych z sakralnego charakteru można by przytoczyć dziesiątki. Bogowie zmieniają się w rycerzy, prorocy w szewczyków. W efekcie nawet ateiści "cytują" swoim dzieciom starotestamentowe przypowieści....

Swoją drogą smoki, to chyba jeden z najciekawszych tworów ludzkiej wyobraźni. Nigdy nie istniały, a jednak przeniknęły do większości kultur świata, zyskując sobie w niemal każdej z nich dominującą pozycję. Chińczycy do dziś "czczą" smoki, na średniowiecznych herbach i chorągwiach najczęściej (obok orła i lwa) pojawiał się właśnie smok, a Benedykt Chmielowski, autor "Nowych Aten", jeszcze w XVIII wieku święcie wierzył, że smoka można spotkać choćby w Polsce.

Wydaje się, że w wyobraźni np. ludzi średniowiecza smok był równie powszednim i realnym zwierzęciem jak chociażby niedźwiedź, lis czy królik. Pomysłów na wyjaśnienie, skąd fikcyjne stworzenie uzyskało taką pozycję są dziesiątki. Mi osobiście najbardziej przypadło do gustu wyjaśnienie Mariana Plezi. Jego zdaniem smok wawelski mógł "powstać" po tym, jak w grotach pod Wawelem znaleziono jakieś prehistoryczne szczątki. Ludzie średniowiecza na widok kości dinozaura przyrównali je do znanych im skądinąd legend i stwierdzili, że to MUSIAŁ być smok. Bo jeśli nie smok, to co innego?

Herb Klagenfurtu

Dla porównania w Klagenfurcie (tam, gdzie niedawno było parę meczy) również wierzono w legendę o smoku, który nawet trafił na miejski herb. W XIV wieku opowieść zyskała potwierdzenie, po tym jak odnaleziono pod miastem okazałą czaszkę... nosorożca. Do dzisiaj zresztą przechowywaną w miejscowym muzeum.

Oczywiście stwierdzenie, że szczątki dinozaurów i innych zwierząt doprowadziły do powstania smoków byłoby sporym uproszczeniem. Wydaje mi się jednak, że to właśnie dzięki tym kościom ludzie dawali wiarę niedorzecznym opowieściom o gigantycznych bestiach ziejących ogniem.

Niby dinozaury wyginęły 70 milionów lat temu, a jaki wielki miały wpływ na historię ludzkiej mentalności. Zadziwiające prawda?

PS. Jak chcecie poczytać więcej o smokach to bardzo polecam: "Lingua Symbolica" Tomasza Panfila.

Jak piersi, to tylko w Europie

dnia 19-06-2008 o godzinie 21:44

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Kwiatek kwiatków i dno den w kategorii "historia i antropologia kultury". Nie, ja się wcale nie uwziąłem na TVN, ja wcale nic do nich nie mam. Po prostu redaktorzy Faktów momentami przechodzą samych siebie. Na przykład dzisiaj. Ostatni materiał w programie, znaczy frywolny zapychacz na temat piersi. A w nim następujące stwierdzenie: "Czy dekolt może dodać motywacji? Może, ale tylko w kulturze europejskiej i tylko od jakiś 500 lat". Wypowiedź kompletnie pozbawiona sensu, ale poparta cytatem z pana profesora z jakiejś tam szkoły wyższej. Na litość boską, allahową, adonajową, czy całkiem ateistyczną. Większych bzdur dawno nie słyszałem. Czy zdaniem dziennikarzy i profesora Wojciecha Burszty dopiero renesans wymyślił piersi? Bo na to właśnie wygląda.

Jasne, w średniowieczu piersi raczej nie wypadało pokazywać. W zasadzie niczego nie wypadało pokazywać, po tym jak święty Augustyn i jemu podobni wymusili dość rygorystyczne kanony estetyki. No ale chyba nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że jednak przed średniowieczem coś było, prawda? W kulturze greckiej bardziej zwracano uwagę na penisy niż piersi, ale już choćby Rzymianie darzyli je sporą uwagą. Podobnie jak przeróżne współczesne im i wcześniejsze ludy. Pamiętacie wielką matkę paleolityczną i jej gigantyczne piersi? Albo podobne w typie baby pruskie czy słowiańskie? Co u nich przede wszystkim eksponowano? No piersi przecież!

Oczywiście kultura się zmienia, ale pewne rzeczy są zapisane w mózgu, a nie w kulturze. Kobiece piersi maja na celu karmienie dzieci, ale też kuszenie samców (znaczy mężczyzn) i zwiększanie satysfakcji seksualnej. I tak było zawsze, więc "motywacyjnej" roli piersi nie mógł wymyślić renesans.


A jeśli ktoś twierdzi, że kultura europejska ma do piersi jakieś szczególne prawa, to chyba nie czytał "Pachnącego Ogrodu", "Kama Sutry" (w znaczeniu hinduskiego traktatu, a nie pornograficznych książeczek, których pełno w księgarniach), ani choćby relacji Pigafetty czy jednego z setek opisów podróży z czasów od średniowiecza po dziś dzień. Śmiałbym przypuścić, że kultury pozaeuropejskie odkryły piersi wcześniej i w znacznie większym stopniu niż Europa. No ale co ja tam wiem.

Katyń to nie żadna zbrodnia. Naprawdę!

dnia 15-04-2008 o godzinie 12:46

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Za nami kolejna rocznica związana z Katyniem. Tym razem był to "Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia". Nazwa trochę buńczuczna i nie do końca uzasadniona, ale nie o tym chciałem pisać. Rocznica za nami, a zarazem kolejne artykuły i reportaże o Katyniu, a także postulaty, by wreszcie Rosjanie porządnie się pokajali, przyznali, że było to ludobójstwo i zaczęli szczerze bić w piersi. Już wiadomo, że nasi sąsiedzi ze wschodu tego nie zrobią. I szczerze mówiąc ani trochę im się nie dziwię.

W Polsce od lat zachodzimy w głowę, skąd opór strony rosyjskiej. Przecież wymordowano ponad 20 000 oficerów, żołnierzy i intelektualistów. W bestialski sposób i bez uczciwego procesu zniszczono polskie elity. To nasza perspektywa. Zapominamy jednak, że swoją perspektywę mają też Rosjanie. Dla nich był to jeden z tysięcy podobnych incydentów. Element rutyny, która od lat 30. zdominowała Związek Radziecki.

Wtedy to Stalin rozpętał czystkę, która miała na celu zniszczyć opozycyjne wobec niego władze partii, ale szybo objęła całe społeczeństwo. Jej skala jest nieporównywalna ze zbrodnią katyńską i warto to sobie uświadomić. Do więzień trafiały miliony ludzi, z których zdecydowana większość była kompletnie niewinna. Z wyliczeń Roberta Conquesta wynika, że Stalin rozpoczynał każdy dzień pracy od zatwierdzenia nadesłanej przez NKWD listy osób skazanych na śmierć (R. Conquest, The Great Terror: A Reassessment, 2008). Przeciętnie było na niej ok. 5000 pozycji. Przy tym lista zawierała jedynie nazwiska bardziej prominentnych polityków. Tysiące innych egzekucji były przeprowadzane bez bezpośredniego nadzoru pierwszego sekretarza.

Paranoja ogarnęła najpierw świat polityki, później wojsko, a na koniec każdą sferę życia, osiągając niespotykaną w historii skalę. Władze centralne raz po raz wysyłały do komitetów lokalnych depesze z żądaniem natychmiastowej egzekucji "co najmniej 10 000 wrogów ludu" albo "wszystkich kułaków, w liczbie co najmniej 15 000". Szybko zaczęło brakować realnych opozycjonistów, aresztowano więc każdego. Za sabotaż, prace dla polskiego wywiadu, trockizm. Zeznania wyciągano poprzez tortury, po czym skazany był rozstrzeliwany lub trafiał do obozu. Jeśli zajmował jakiekolwiek stanowisko, dla pewności skazywano jego podwładnych, znajomych, następcę i następcę tego następcy.

Padały najbardziej absurdalne wyroki. Conquest przytacza przykład drwala z małej wioski, któremu zarzucono, że wycina drzewa według specjalnego schematu, tak by stworzyć trasy najazdu dla polskich i niemieckich czołgów (s. 280). Pewna śpiewaczka operowa trafiła na 10 lat do obozu pracy za zbyt długi taniec z japońskim ambasadorem, podczas oficjalnego przyjęcia (s. 271). To zresztą przypadki jednostkowe. Dla zwiększenia skali czystek wiele grup aresztowano en bloc. Każdy filatelista, esperantysta, czy świadek jehowy był uznawany za szpiega i wywrotowca. Buddystów skazywano za szpiegostwo na rzecz Japonii, a kiedy tych zabrakło, ten sam zarzut wysunięto przeciwko... muzułmanom (s. 273).

Grekom i każdemu kto utrzymywał jakiekolwiek kontakty z Grecją (wystarczyło, że kiedykolwiek wysłał list do tego kraju!) zarzucono udział w nacjonalistycznym spisku, mającym na celu wywołanie na Ukrainie powstania i stworzenie nad Dnieprem "Wielkiej Grecji" (s. 272). Czystki dotknęły też większość pisarzy (ponad 90% wymordowano) i historyków. Torturowano nawet 8-latków, bo od nich prościej niż od dorosłych można było wyciągnąć zeznania (s. 274). Choćby deklarację udziału w nazistowskich spiskach i zatruwania studni.

Łączna skala zbrodni nie jest znana, ale doszło do takiej sytuacji, że każdy obywatel ZSRR spodziewał się, że lada dzień trafi do więzienia. Łącznie ofiar mogło być nawet ponad 10 milionów.

10 milionów. Porównajmy ta liczbę z 20 000 zabitych w Katyniu. Kto wie, może Stalin nawet nie zwrócił uwagi na tę akurat egzekucję. Dla niego był to po prostu element rutyny. Kilka lat wcześniej zaplanowano przecież, że podobna do katyńskiej czystka na Litwie powinna dotyczyć 1/4 społeczeństwa.

Do dzisiaj Rosjanie nie poradzili sobie z "wielkim terrorem", tą chyba najczarniejszą kartą swojej historii. I dopiero kiedy uda im się zrozumieć zbrodnie lat 30. będziemy mogli oczekiwać, że szczerze przeproszą za Katyń. Lepiej nie zapominać, że tak naprawdę to sami Rosjanie, a nie Polacy byli największymi ofiarami komunizmu.

Buy. Buy more now. Buy, and be happy!

dnia 14-04-2008 o godzinie 01:45

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

George Lucas znany jest głównie z Gwiezdnych Wojen i Indiany Jonesa. Słowem, z filmów mainstreamowych, z możliwie szybką akcją, efektownymi strzelaninami i nowoczesnymi efektami specjalnymi. Tymczasem w filmografii Lucasa znajduje się także film znacznie powolniejszy, na swój sposób wręcz ascetyczny i filozoficzny. Mowa o THX-1138. Była to pierwsza produkcja amerykańskiego reżysera, a moim zdaniem zarazem najlepsza. Choć może to tylko subiektywna opinia, bo film oglądnąłem wczoraj i chyba jeszcze nie otrząsnąłem się z wrażenia.
Do kin THX-1138 trafił w 1971 roku i szybko zyskał miano kultowego w amerykańskim środowisku studenckim. Na swój sposób przeniknął do kultury masowej, bo numer 1138 został sparodiowany w wielu kreskówkach i powtórzony w przynajmniej kilku filmach, a sama produkcja bardzo mocno wpłynęła na gatunek. Niestety w Polsce do dziś film jest prawie nieznany.

O co chodzi? Krótko mówiąc o chyba najlepszą antyutopię w historii kina. THX-1138 to numer identyfikacyjny głównego bohatera filmu: człowieka żyjącego w skomputeryzowanym społeczeństwie przyszłości. Społeczeństwie, w którym "coś" poszło nie tak, bo świat uległ zagładzie, a resztki ludzkości żyją w gigantycznym podziemnym mieście. Całe ich życie jest poddane kontroli systemu komputerowego, a emocje tłumione poprzez specjalne leki. Ich egzystencja koncentruje się wokół religii przyszłości. Obiektem kultu jest komputerowy twór wzorowany z jednej strony na Jezusie, z drugiej chyba na orwellowskim Wielkim Bracie. Emocje są zabronione, samodzielne myślenie podlega surowej karze, a seks stanowi jedno z najcięższych przestępstw. Realną wartość mają jedynie kolektywna praca, kapitalizm i wydajność.

Świat przyszłości według Lucasa jest odarty z wszelkich barw, a łysi ludzie o bladych twarzach prowadzą życie kontrolowane przez roboty... konstruowane przez nich samych. Film jest na swój sposób powolny, ale dzięki temu skłania do przemyśleń. Zresztą, można go odbierać na przeróżne sposoby. Dla mnie jest to przerażająca wizja tego, jak może wyglądać skomputeryzowany świat przyszłości i jak bardzo Orwell jest wciąż aktualny, mimo że totalitaryzm upadł ostatecznie 20 lat temu. Sam Lucas stwierdził natomiast, że była to raczej metafora atmosfery lat 70...

Zachęcam do obejrzenia. Pozycja obowiązkowa choćby dlatego, że wiele późniejszych filmów czerpało z THX-1138. Najwyraźniej Equilibrium, w mniejszym stopniu też "Ja, Robot" i "Matrix".

PS. Swoją drogą strona www THX-1138 to jednym słowem majstersztyk.

Muzułmanie nie skumali popkultury?

dnia 29-03-2008 o godzinie 01:40

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Chyba wszyscy pamiętają wielki raban, jaki podniesiono w świecie Islamu, po tym jak duński dziennik Jyllands-Posten opublikował kilka karykatur Mahometa. Masowe protesty, manifestacje, groźby, fatwy, bojkoty... W efekcie parę marnej jakości (i dennego poziomu) rysunków przedrukowały setki gazet na świecie. A europejczycy dowiedzieli się, że po raz kolejny podeptali godność Islamu i wypowiedzieli wojnę religii muzułmańskiej... Można się z tego wszystkiego śmiać, ale można też spróbować zrozumieć ten i podobne incydenty. Albo raczej powód, dla którego jedna z największych religii na świecie przejmuje się takimi, co tu dużo mówić, pierdołami. Osobiście, parafrazując nie tak dawną wypowiedź na temat Matriksa, odnoszę wrażenie, że muzułmanie wciąż nie skumali... popkultury.

Od lat nikogo nie dziwi, że Jezus, Bóg, czy Maryja to właśnie ikony popkultury. Ogółem, świat zachodni przełamał tabu otaczające religię i summa summarum wyszło mu to chyba na dobre. Oczywiście nie każdemu podoba się np. parodiowanie Pasji Mela Gibsona czy przedstawianie Chrystusa w pozie jak powyżej. Tym bardziej mało kto zachwyci się, widząc penis wpisany w krzyż.

Tyle, że ludzie XXI wieku rozumieją, że dopuszczenie do tego typu ekscesów to element jednego z największych osiągnięć demokracji - wolności słowa. Jeśli komuś dane "dzieło" się nie podoba, to może go nie oglądać, nie kupować, albo nawet publicznie je skrytykować. To znacznie lepsze rozwiązanie niż kamienowanie obrazoburcy albo wsadzanie go do więzienia. Poza tym, wiele karykatur czy popkulturowych prezentacji tematów religijnych pozwala nabrać dystansu do skostniałych zasad religii... albo nawet lepiej je zrozumieć. Czy to poprzez wywołanie dyskusji, czy też poprzez skłonienie ludzi do refleksji nad czyś dotąd oczywistym.

Inna bajka, że poważna instytucja religijna nie powinna się zniżać do krytyki paru obrazków, bo to świadczy o niej samej. Tak na przykład o hierarchii kościelnej świadcyzło w pewien sposób zaciekłe atakowanie "Kodu da Vinci" i Harrego Pottera. Największa religia świata bała się dwóch książek? Odrobinę śmieszne moim zdaniem.

Tak samo zabawne wydają się gigantyczne protesty muzułmanów i ich oskarżenia, że Europa wyśmiewa akurat Mahometa. Guzik prawda. Rzućmy choćby okiem na nową reklamę marki House:

Wzbudziła wielką krytykę i pewnie szybko zniknie z ulic ze względu na obrazę uczuć religijnych. Ale czy ktoś organizuje pikiety z tej okazji? Żąda zemsty i mordu na sprawcach? Nie. Jeśli kogoś reklama zbulwersowała, to po prostu nie kupi więcej ubrań tej marki. A sama firma zyska opinię, która może być w niektórych kręgach przydatna, w innych wysoce niekorzystna. Tylko tyle i aż tyle.

Tak samo współczesna popkultura potrafi się śmiać z każdej innej religii. Niżej jeszcze jedna reklama, tym razem banku WBK.

Widzicie jasne nawiązania do hinduizmu? Ja widzę. I do idei religijnych ogółem. Czy polscy hinduiści zaprotestowali? Czy w ogóle ktoś zaprotestował? Nie, bo po co robić aferę z niczego? Dzieło świadczy o autorze, a karykatura to narzędzie społecznie bardziej pomocne niż szkodliwe.

Niestety muzułmanie chyba jeszcze długo nie zrozumieją, że nikt się na nich nie uwziął i że tego typu głupoty najlepiej puścić koło uszu, zamiast niepotrzebnie robić reklamę ich autorowi. Co zrobić... katolicy mogą się co najwyżej cieszyć, że muzułmanie równie zaciekle bronią dobrego wizerunku Jezusa.

Jest nas mało ...

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Artur 'WarX' Fijałkowski

... a będzie coraz mniej.

Gdy zakładałem konto na Wikipedii mieliśmy:

  • 8 razy mniej haseł
  • 15 razy mniej kont użytkowników
  • n razy mniejszą oglądalność (gdzie n pewnie jest większe od 20)
Natomiast obecnie mamy 3 razy więcej administratorów, niż kiedy 3 lata temu przyłączałem się do projektu. Z tych 3 liczb (8,15,3) łatwo jest wywnioskować, że spada liczba adminów względem ilości ruchu na Wikipedii.

Tendencja ta może wydawać się dziwna - skoro jest więcej aktywnych użytkowników, to powinno być również więcej ludzi, którzy chcieliby zostać administratorami. G... prawda! Fakty są takie, że im więcej Wikipedystów tym gorsze jakościowo błoto, którym obrzuca się potencjalnych adminów na PUA, a to bezpośrednio przekłada się na liczbę ludzi, którzy są gotowi zostać administratorami. Te niedobitki, które się odważą prócz obrzucenie błotem ryzykują również przeciąganie pod kilem masowca pełnego głupich i prowokujących pytań, są oskarżani o karierowiczostwo, albo najzwyczajniej w świecie odpadają głosami dobrych ludzi, którym wydaje się, że tak będzie lepiej. Ta ostatnia sytuacja jest najgorsza - dobrzy ludzie nie wiedzą jak ogromną siłę posiada ich sprzeciw - nawet jeden taki głos może wygenerować kilka innych od ludzi niezdecydowanych oraz być idealnym uzasadnieniem dla trolli, którzy mają autorytet, na którym mogą się wesprzeć.

Jeżeli sytuacja będzie się dalej rozwijać (a przez ostatnie 2 lata rozwija się wręcz podręcznikowo), to już niedługo nie będzie kto miał pilnować interesu, bo starzy się wypalają, a nowych nie przybywa. Dlatego apeluję do was dobrzy ludzie: niegłosujcie przeciw, bo wasz głos sprzeciwu ma zbyt dużą siłę, aby go wykorzystywać!

Wikipedia - skostniałym molochem ?

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Krzysztof P. 'Kpjas' Jasiutowicz

Jedną z egzekwowanych zasad Wikipedii jest encyklopedyczność - temat hasła powinien "nadawać się do encyklopedii", być tego godnym i zainteresować szersze grono czytelników. Nie chcemy żeby Wikipedia była miejscem na publikowanie artykułów będącymi na przykład biogramami gimnazjalistów, opisami amatorskich zespołów muzycznych skrzykniętych przez kolegów z podwórka, czy sklepiku na rogu ulicy.
Zasada z gruntu słuszna, aczkolwiek kontrowersyjna kiedy dojdzie się do szczegółów ustalania co jest dla kogo encyklopedyczne. Tarcia na tym tle spowodowały wyodrębnienie 2 przeciwstawnych frakcji: delecjonistów i inluzjonistów. Być może delecjoniści dostali niespodziewany cios nożem w plecy... Amerykańska firma Y Combinator, która dostarcza kapitał i know-how nowym firmom internetowym. Na swoim blogu szuka kogoś, kto stworzy bardziej otwartą alternatywę dla Wikipedii, gdzie wszelkie artykuły będą uprawnione także te zawierające informacje przydatne tylko paru ludziom na świecie.

Ciekawy cytat:


"There is room to do to Wikipedia what Wikipedia did to Britannica."


"Wykręcić Wikipedii taki numer jaki ona wykręciła Britannice." (luźne tłumaczenie)

Systemy kategorii samowystarczalne i pasożytnicze

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Betonowe wizje (Radomil)

Nie lubię pisać tego samego dwa razy, więc zapraszam do lektury:

Systemy kategorii samowystarczalne i pasożytnicze

Zostawcie Wikipedię!

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Artur 'WarX' Fijałkowski

Ostatnimi czasy (marzec < 150 edycji, kwiecień < 100 edycji) stałem się bardziej czytelnikiem, niż Twórcą Wikipedii (chociaż w tym czasie miałem conieco wkładu nie wyrażanego liczbą edycji ;). Dlatego chyba nadszedł czas na napisanie mojego czytelniczego apelu do wszystkich Wikipedystów:

Zostawcie Pokemony!

Wikipedia jest do czytania, a nie do pisania - jeżeli interesuje mnie coś związanego z popkulturą (np. postać Venoma, który pojawia się w trzecim filmie o spidermanie), to z palca wpisuję http://en.wikipedia.org/wiki/Venom zamiast googlać. Tak samo jest z setkami innych rzeczy - jeżeli czegoś szukam, to od razu na angielskiej wiki.

Dlaczego na angielskiej? Z dwóch powodów:


  1. Nasza wiki jest wciąż za mała, aby w satysfakcjonujący sposób opisane były tego typu zagadnienia

  2. Niektórym, jaśnie oświeconym Wikipedystom wydaje się, że pozisadanie informacji na ten temat to wstyd dla Wikipedii!



Dlaczego ja, czytelnik mam cierpieć (czytaj: nie znaleźć interesującej mnie informacji na Wikipedii) ponieważ komuś wydaje się, że wie lepiej ode mnie, o czym chcę czytać?

Jestem w stanie jeszcze zaakceptować, że istnieją obawy o to, że część informacji dotyczących Polski można brać za reklamę i należy paranoidalnie podchodzić do artykułów dotyczących naszego ogródka. Ale dlaczego artykuły dotyczące zjawisk, które nie mają związku z IV RP mają być reklamiarskie?

Dodatkowe pytanie: co to znaczy, że coś jest nieency? Jak dla mnie w conajmniej 50% przypadków to niestety po prostu niegodność zagadnienia w stosunku do ega osoby wyrażającej ten pogląd.

Uwaga na koniec: powyższy tekst może być conajmniej lekko-obraźliwy, jednak nie należy go traktować personalnie, a raczej jako opis zachowania zdehumanizowanej społeczności Twórców Wikipedii

Kierunek 2.0 w Rzeszowie

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Artur 'WarX' Fijałkowski

Byłem (a właściwie jestem) na konferencji Kierunek 2.0 organizowanej przez WSiZ w Rzeszowie.

Niedługo będą materiały wideo ;)

update

Na konferencji organizowanej przez WSiZ było super ;) Zarówno sprawy czysto techniczne (noclegi, wyżywienie), jak i merytoryczne (dobór prelegentów) na najwyższym poziomie. Prócz kilkunastominutowej prelekcji i flejma w regulaminowym czasie po konferencji miałem niewąpliwą przyjemność długo i intensywnie dyskutować na temat Wikipedii z pozostałymi prelegentami (i nie tylko).

Pozdrowienia dla organizatorów!

Skala jakości artykułów, zalążki i GDJ

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

O Wikipedii rękami Wikipedystów...

Nasze polskie Wikinews oczywiście odnotowało fakt zdobycia przez polską Wikipedię czterystu tysięcy artykułów. Poza tym faktem napisano w newsie o inicjatywach, mających na celu polepszenie jaości artykułów polskiej Wikipedii. Te projekty już istnieją. Teraz moje małe POV-iaste spojrzenie na to.

Zacznę od opisanych w Wikinews, później natomiast wyrażę opinię o innych.


  • Tłumaczenie miesiąca - inicjatywa fajna, ale w sumie niezbyt odkrywcza. Większość wikipedystów umieszcza teksty do tłumaczenia z innych Wikipedii we własnych brudnopisach. (Choćby ja, gdzie tych tłumaczeń sie już trochę nazbierało ;)). Może tam sobie potłumaczyć każdy i ile chce i zostanie to sprawdzone, więc jest zawsze to jakaś "oficjalna" korekta tekstu. Jednak jeśli robisz coś w zgranym zespole (na przykład uważam za taki duet siebie i Wojtka), nie jest potrzebna większa korekta, bo czego jeden nie wyłapie, drugi to zrobi, wczytując się w tekst.

  • Dobre artykuły - moim zdaniem jeden z lepszych pomysłów skopiowany z angielskiej Wikipedii (z chęcią zobaczyłbym tez u nas peer review, czyli swoistą recenzję artykułu pod jego zgodnością z zasadami Wikipedii). W sumie się nie rozpisuje, wystarczy link.

  • Kanon - Nie jest zły, ale cholernie flejmowaty w tym momencie, by można było coś powiedzieć.

  • Teraz opisy wybranych przeze mnie:
  • Zalążek miesiąca - ostatnio widzę poruszenie w tym projekcie i falę pomocy wybieranym artykułom. Ba! Sam starałem się technicznie pomagać przy powodzi tysiąclecia. Inicjatywa dobra, ale powolna. Zakładając najlepszy scenariusz rocznie rozbudowanych zostanie 12 artykułów, co przy aktualnym tempie pisania nowych artykułów i ilości aktywnych wikipedystów (ok. 400? AFAIK) jest liczbą wręcz minimalną. Najgorsze jest to, że nie da się tego przyspieszyć... Ale inicjatywa mi sie bardzo podoba

  • Zalążek artykułu - o nim więcej słów. Na niemieckiej Wikipedii został zlikwidowany, na angielskiej rozbudowany (to nieszczęsne "moje" sortowanie...chociaż już teraz zwolniło, uff...), a na polskiej? Osobiście jestem za usunięciem szablonów zalążków z artykułów i... ale to już poniżej...



Jak problem jakości artykułów został rozwiązany na angielskiej Wikipedii? Po pierwsze: anonimowi użytkownicy nie mają możliwości tworzenia nowych artykułów oraz wprowadzono skalę jakości artykułów, dzięki której można ocenić artykuł według jednej z 6 klas: artykuł na medal, klasy A, dobry artykuł, klasy B, startowy, stub-zalążek. Szablon z taką informacją wrzuca się do dyskusji artykułu, co umieszcza ją w kategorii odpowiedniej klasy artykułów. I tu pojawia się pytanie o sens istnienia zalążków w artykułach przestrzeni głównej. Moim zdaniem jak najszybsze wprowadzenie tej skali w polskiej Wikipedii oraz usunięcie kategorii i szablonów zalążków z niej będzie najlepszym rozwiązaniem. A niech tam stracę! Niech nawet kategorie zostaną, ale szablony niech zostaną usunięte. Zrobilibyśmy to tak: Wprowadzamy skalę, umieszczamy botem we wszystkich aktualnie istniejących dyskusjach artykułów szablon - powiedzmy - {{Skala|jakość=}}, co automatycznie umieszcza dyskusje w kategorii - również powiedzmy - [[Kategoria:Artykuły nieocenione pod wzgledem jakości]] i zaczynamy żmudne wpisywanie jakości tych artykułów wg kryteriów skali. Na przykład dla artykułu dobrze podlinkowanego, z grafikami i dobrym nagłówkiem wpisalibyśmy w dyskusji {{Skala|jakość=B}} dla klasy B (operuję na angielskiej skali).

Dlaczego w ogóle miałoby to być przydatne? Ano, głównie do wydań polskiej Wikipedii na DVD, papierze lub innej off-line'owej formie. Założę się o nać karotki, że już się tym Kpjas zajmuje + kilku innych wikipedystów. Więcej o tym postaram się powiedzieć na wrześniowym spotkaniu wikipedystów GDJ (Gdzie? Dokąd? Jak?) w Częstochowie.

Słowa zdecentralizowane

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Blog Wikisłownika

Wyobraźcie sobie rzecz, która jest znana w całej Polsce, ale w każdym regionie nazywana. I nie ma jednej, ogólnopolskiej nazwy. Pewnym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie takich tworów przy okazji uzupełniania regionalizmów na Wikisłowniku.
A chyba najbardziej zdecentralizowany leksykalnie przedmiot wygląda tak



W Łodzi jest to angielka, w Krakowie - weka, w Poznaniu - kawiorek lub kawiorka, w Katowicach - francuz, w Białymstoku - baton, a w Warszawie - bułka paryska lub wrocławska. A jak to nazwać w języku zrozumiałym dla wszystkich Polaków? Długa bułka pszenna? A wydawałoby się, że polski to taki jednolity, scentralizowany język...

Technokracja czy merytokracja?

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Betonowe wizje (Radomil)

Obserwując coraz większe komplikowanie samej techniki pisania na Wikipedii poprzez wprowadzanie coraz to nowych, niezrozumiałych dla przeciętnego użytkownika komputera szablonów zaczynam zastanawiać się w jakim kierunku zmierza "ustrój Wikipedii".

Od początku wiadomo, że Wikipedia nie ma być demokracją. Wielu twierdzi, że powinna być ona merytokratyczna, jednak w praktyce obawiam się, że zmierza ona ku technokracji.

Wyjaśnię wpierw jednak jak rozumiem te terminy (gdyż może to nieco odbiegać od utartych definicji):
*"Wikimerytokracja" - najwięcej do powiedzenia o kształcie haseł z poszczególnych dziedzin wiedzy decydują osoby najbardziej kompetentne. Nie chodzi tu jednak głównie o wykształcenie formalne, ale przede wszystkim o możliwość przytoczenia najbardziej wiarygodnych, sprawdzalnych źródeł. W tym systemie także osoby mające największy i najbardziej wartościowy merytoryczny wkład w daną dziedzinę miałyby najwięcej do powiedzenia w sprawach formalnych i technicznych danej dziedziny
*"Wikitechnokracja" - system w którym o kształcie haseł we wszystkich dziedzinach decyduje przede wszystkim grupa osób obeznana najlepiej z techniczną stroną funkcjonowania projektu. Sposób edycji haseł i ich kształt dostosowywane są do ogólnie i centralnie ustalanych założeń, najczęściej służących poprawie technicznych aspektów działania projektu, głównie możliwości automatyzacji i dostosowania haseł do czytania ich przez boty.

Według mnie Wikipedia stoi na rozdrożu i tylko od Wikipedystów zależy w którą stronę pójdzie. Ja wiem co bym wolał...

Polskie encyklopedie internetowe

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Krzysztof P. 'Kpjas' Jasiutowicz

Szukając czegoś w Google'u zauważyłem, że wśród polskich encyklopedii internetowych istnieje pewna forma rywalizacji.

Szczególnie dotyczy to encyklopedii WIEM, Interii i Wikipedii. Ponieważ każdy artykuł w Wikipedii jest oznaczony "Wikipedia, wolna encyklopedia", WIEM nie chce być gorsze i oznacza je "WIEM, darmowa encyklopedia", Interia idzie na całego i w tagu <TITLE> każdego hasła wstawia "INTERIA.PL - największa w Polsce encyklopedia internetowa". Inne encyklopedie na razie nie włączyły się do rywalizacji i mają generyczne oznaczenia.

Ilustracja tego o co mi chodzi jest poniżej:



Konferencja Wikimedia 2007 – trochę POV (cz.2)

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

O Wikipedii rękami Wikipedystów...

Pojechaliśmy więc do Rezerwatu Pokazowego żubrów i zwiedzaliśmy w grupie: WarX, Olga, Kangel, Holek_, Romaan, Karol007, mama Romana, ktoś nie–Wikipedysta i ja. Śmiechu było co nie miara (to wszystko przez WarX), obejrzeliśmy krówki, jelonki i żuberki. Padało dużo zabawnych komentarzy, trafnych ripost i anegdot. Fotek jest bardzo dużo i będzie czym zapełniać Commons: za upload weźmie się Kangel, Romaan i ja.

Następnie pojechaliśmy (tzn. drużyna + kibice, część została w ośrodku) na mecz Wikimedia – Żubr Białowieża. Oczywiście przegraliśmy 0:3, ale frajda była niesamowita. To nic, że oni byli prawie profesjonalni: zabawa była conajmniej przednia, a kibice świetni. Kibicowały dzieci Dariusza.Biegacza i Novej + straszący je Hołek i Kangel (zuoo! Atomówki! A jadłeś kiedyś kota?). Bardzo dobrą grą popisał się Marcin Ukleja, który obiecał mi, że zacznie edytować Wiki. Po przegranym meczu, ale w bardzo dobrych humorach (bo liczyła się przede wszystkim zabawa) udaliśmy się na kolację, a potem na salę, żeby obejrzeć materiał o Konferencji w wiadomościach TVP1 o 19:30 – tak przynajmniej Jadwigę poinformował dziennikarz TVP3. Materiał się niestety nie ukazał, ale w przyszłości.. kto wie.

Po nieobejrzeniu materiału była chwila przerwy – zajęliśmy się Wiki i kilkoma innymi rzeczami. Zostałem członkiem Stowarzyszenia :) Następnie po części oficjalnej poszliśmy już na ognisko. I tam się zaczęło :)

Były (między innymi): dyskusje (w admińskim, tzn. Maire, Pimke, Przykuta, Nemo5576, Kangel, Hołek, Picus_viridis zwany Dzięciołem i ja, gronie) o Kwietniu, spamlinkach, Rolandzie von Bagratuni i KomArbie. Potem porozmawialiśmy sobie z Janem Lechmanem o odderBocie, na którego ten ostatni nałożył bloka na cs :) Dyskutowaliśmy z TORem o lenistwie developerów, o nieistniejących problemach finansowych Fundacji, pomysłach progress bara na foundraisingu, o polskim OTRSie i kilku innych sprawach. Na końcu (tzn. do momentu, kiedy nie poszliśmy z Olgą do ośrodka) nastąpiła część artystyczna: WarX wykonywał co śmieszniejsze skecze znanych kabaretów i satyryków, a my śpiewaliśmy refreny. Ogólnie było naprawdę super. Ale dzień się jeszcze nie skończył – może napiszę więcej.

Ale to tylko mój POV. Pozdrowienia z Białowieży!

Portale i ich oglądalność

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Krzysztof P. 'Kpjas' Jasiutowicz

Trochę się nudząc w niedzielne przedpołudnie stworzyłem zestawienie oglądalności portali w polskiej Wikipedii.

Statystyki portali


Opierałem się na statystykach z lutego 2008 przedstawionych przez stronę http://stats.grok.se/pl/200802.

Trudno ocenić na ile te statystki są miarodajne i na ile zostały zafałszowane przez ruch na portalu wytworzony przez samych Wikipedystów (a nie czytelników).

Pozostaje pytanie na ile te statystki są odzwierciedleniem zainteresowania internautów daną tematyką, a na ile portale są ciekawie, twórczo i profesjonalnie zrobione.

Wynika z nich jednak że wśród portali przodują:

  1. Portal Seks
  2. Portal Sport
  3. Portal Biologia

z małym dodatkiem Informatyki.