Specyfikacje OpenGL 3.3 oraz 4.0 już dostępne

dnia 11-03-2010 o godzinie 18:17

Linux News

Khronos Group udostępniło specyfikacje nowych wersji specyfikacji OpenGL, uniwersalnego API do generowania grafik. Wersja 4.0 przynosi sporo nowości, natomiast 3.3 została przygotowana w celu przeniesienia części z nich (tych, które nie wymagają zmian w GPU) do starszej gałęzi 3.x.

Główne nowości w OpenGL 4.0:

  • język cieniowania GLSL w wersji 4.00;
  • integracja z OpenCL;
  • dwa nowe etapy cieniowania umożliwiające odciążenie procesora podczas tesselacji;
  • rozdzielenie stanu tekstury od jej danych z użyciem nowego obiektu;
  • obsługa podprogramów cieniowania;
  • 64 bitowa precyzja liczb zmiennoprzecinkowych podczas operacji cieniowania;
  • wiele poprawek zwiększających wydajność.

OpenGL 4.0 pozostaje w dalszym ciągu kompatybilne ze starszymi wersjami specyfikacji dzięki trybowi profili zgodności, wprowadzonemu w wydaniu 3.2.

Można się spodziewać, że już wkrótce NVidia udostępni dla Linuksa sterowniki zawierające obsługę nowych wersji specyfikacji. Nie wiadomo natomiast kiedy podobnie postąpi ATI. Chociaż szybki rozwój OpenGL może napawać optymizmem, to smutnym faktem jest to, że nie nadążają za nim prace nad otwartymi sterownikami, między innymi wciąż nieukończony state tracker OpenGL 3.2 dla Gallium3D.

Oficjalne ogłoszenie.
Nowe wersje specyfikacji.

Mesa 7.8 już wkrótce

dnia 07-03-2010 o godzinie 11:20

Linux News

Wielkimi krokami zbliża się planowany termin wydania wersji 7.8 Mesy 3D, otwartej implementacji OpenGL. Jej kod został już wydzielony do własnej gałęzi i jest stabilizowany w celu udostępnienia go pod koniec tego miesiąca w czasie zbliżonym do wydania X Server 1.8.

Nowe gałęzie kodu są zwykle wydzielane jedynie na kilka tygodni przed wydaniem wersji stabilnej. Oznacza to, że wszystko przebiega zgodnie z planem wydawniczym, który przewiduje udostępnienie wersji oficjalnej pod koniec marca, trzy miesiące po wydaniu wersji 7.7.

Niektóre z nowości w wersji 7.8:

  • state tracker dla EGL oraz OpenGL ES 1.1/2.0;
  • nowa dokumentacja dla Gallium3D;
  • obsługa kolejnych rozszerzeń OpenGL: GL_NV_conditional_render, GL_EXT_draw_buffers2 extension,
    GL_ARB_fragment_coord_conventions, GL_EXT_texture_array, and
    GL_APPLE_object_purgeable
    .

Ulepszenia w obsłudze EGL ułatwią między innymi uruchomienie serwera Wayland. Jeśli chodzi o nowe rozszerzenia, to niestety są one obsługiwane jedynie w sterowniku programowym, GL_ARB_fragment_coord_conventions jest obsługiwane przez sterowniki Gallium3D, natomiast kilka pozostałych także w sterowniku obsługującym układy graficzne Intela.

Z treści ogłoszenia na liście dyskusyjnej wyłania się następujący plan wydawniczy:

  • 12 marca: RC 1;
  • 19 marca: RC 2;
  • 26 marca: wersja stabilna.

Jednocześnie trwają już prace nad wydaniem 7.9, którego udostępnienia możemy spodziewać się za kilka miesięcy.

GRUB2 1.98 wydany

dnia 07-03-2010 o godzinie 08:05

Linux News

Ukazała się kolejna wersja obecnie intensywnie rozwijanej nowej generacji programu rozruchowego znanego jako GRUB. Jest on obecnie używany w większości dystrybucji Linuksa (a także w innych systemach), po tym jak zastąpił leciwego LILO. Nowe wydanie przynosi kilka ważnych nowości.

Najważniejsze nowości w wydaniu 1.98:

  • obsługa gettext;
  • oficjalnie dołączenie graficznego menu;
  • obsługa wielu terminali;
  • grub-mkrescue zastąpiło grub-mkfloppy w roli narzędzia do tworzenia obrazów dyskietek;
  • obsługa multiboot na EFI;
  • dodany mechanizm testów jednostkowych;
  • obsługa szyfrowanych haseł;
  • nowe narzędzia: grub-reboot, grub-set-default, grub-mkpasswd-pbkdf2;
  • obsługa laptopa Yeeloong używającego procesora zgodnego z architekturą MIPS.

Ogłoszenie na liście dyskusyjnej projektu.

TuxOnIce 3.0.99.48

dnia 06-03-2010 o godzinie 17:28

Linux News

TuxOnIce jest narzędziem, które odpowiada funkcji hibernacji znanej nam z systemów Microsoft Windows. TuxOnIce zapisuje zawartość pamięci na dysk twardy a następnie wyłącza komputer. Przy ponownym uruchomieniu, całość pamięci zostaje odświeżona z dysku, dzięki czemu system uruchamia się zdecydowanie szybciej.

TuxOnIce posiada ogromną listę funkcji. W dowolnym momencie można przerwać proces hibernacji systemu lub wznawiania jego instancji za pomocą klawisza Escape. Zapisywany obraz na dysku może zostać poddany kompresji, aby zaoszczędzić miejsce. Posiada wsparcie dla architektur wsparcie dla maszyn z obsługujących Highmem, wywłaszczenie oraz SMP.

Głównym autorem TuxOnIce jest Nigel Cunningham. Przy aplikacji pracują również takie osoby jak Bernard Blackham, Florent Chabaud, Pavel Machek, Gabor Kuti oraz Michael Frank. Pełną listę funkcji można odszukać na stronie tuxonice.net.

Ubuntu porzuca brąz

dnia 04-03-2010 o godzinie 10:20

Linux News

Kobiety lubią brąz, ale Ubuntu od nowej wersji swojej dystrybucji Linuksa będzie fioletowy. Zmiana kolorystyki związana jest z planem poprawy użyteczności i uatrakcyjnienia systemu dla nowych użytkowników.


Nowa domyślna skórka Ubuntu — Light

Skórka Ubuntu — Dark

Zmienia się również logo: literki nowego znaku graficznego Ubuntu są cieńsze, a sama grafika nieco mniejsza. Na ekranie startowym wyglądać to będzie jak na poniższym zrzucie ekranu:


Nowy ekran startowy Ubuntu — Dark

Zmiana wyglądu jest częścią planu stojącej za Ubuntu, firmy Canonical, którego celem jest uatrakcyjnienie Linuksa dla końcowych odbiorców. Kilka miesięcy temu ta sama firma rozpoczęła projekt Ayatana, mający na celu poprawę atrakcyjności środowiska GNOME, którego efekty są już częściowo widoczne.

Jak wam się podoba nowy image Ubuntu?

Samba 3.5 wydana

dnia 02-03-2010 o godzinie 20:44

Linux News

Pojawiło się nowe wydanie Samby, otwartej implementacji protokołu SMB/CIFS, używanego w systemach z rodziny Windows do udostępniania plików, drukarek oraz innych zasobów. Nowa wersja przynosi między innymi eksperymentalną obsługę protokołu SMB2 używanego w Windows Vista i 7.

Pozostałe zmiany to między innymi:

  • dodana obsługa znaczników czasu o dokładności 100 nanosekund;
  • możliwość wykorzystania danych uwierzytelniających z cache Winbind;
  • nowy moduł vfs_scannedonly (komunikuje się z oprogramowaniem antywirusowym i dba o to aby użytkownicy mieli dostęp jedynie do sprawdzonych plików);
  • usunięcie książki Using Samba z pakietu ze źródłami (dalej jest dostępna online);
  • możliwość użycia szyfrowania podczas komunikowania się z serwerem CUPS (domyślnie wyłączona).;

Wspomniana obsługa znaczników czasu o większej dokładności jest dostępna jedynie na systemach, które umożliwiają tak dokładne odmierzanie czasu, w przypadku Linuksa wymagane jest jądro 2.6.22 lub nowsze oraz glibc w wersji przynajmniej 2.6.

Implementacja protokołu SMB2 jest wciąż eksperymentalna i domyślnie wyłączona. Aby ją uaktywnić należy dodać do pliku konfiguracyjną następująca linię:
max protocol = smb2

Pełna lista zmian.
Pobierz nową wersję.

Firefox nie przebije granicy 25% udziału w światowym rynku?

dnia 02-03-2010 o godzinie 09:03

Linux News

Z wyników ostatnich pomiarów wykonanych przez Net Applications wyłania się nowy trend, który pokazuje, że proces dalszego powiększenia udziału przeglądarki Firefox w światowym rynku został zatrzymany, a notuje się nawet drobny spadek.

Według przedstawionych danych szczytowym punktem, w którym Firefox osiągnął najwyższy udział w rynku, był w listopadzie 2009 roku i wyniósł 24.72% udziału w rynku światowym. Każdy kolejny miesiąc przynosił drobne, ale jednak spadki, aby osiągnąć 24.23% w lutym 2010. Jak można zobaczyć na wykresie w kwietniu 2009 nastąpił dużo większy spadek, ale wkrótce po nim produkt Mozilli zaczął odrabiać straty.

Także większość pozostałych głównych graczy zanotowało straty i wyniosły one odpowiednio (w punktach procentowych, w porównaniu z udziałem w światowym rynku na luty 2010):

Jedynie przeglądarka Chrome zanotowała wzrosty i zyskała 0.41 p. p., najprawdopodobniej dzięki intensywnej kampanii reklamowej Google. Należy tu przypomnieć, że jeszcze całkiem niedawno koncern ten wspierał w ten sposób przeglądarkę Mozilli.

Pocieszający może być natomiast fakt, że trend spadkowy udziału Internet Explorera nie został odwrócony, jednakże jest on wciąż używany przez ponad połowę internautów na świecie. Ponadto niepokojące może być także to, że w przypadku uwzględnienia wersji tej przeglądarki największy spadek notuje się wśród użytkowników wersji 7., a prawie 20% udziałów produktu Microsoftu dalej stanowi przestarzała wersja 6.

Przyszłe miesiące mogą przynieść większe zmiany w udziale rynkowym różnych przeglądarek za sprawą ekranu wyboru przeglądarki, który pojawi się w europejskich wersjach Windows 7, a którego dołączenie wymusiła Komisja Europejska, po protestach Opera Software i Fundacji Mozilli.

FlightGear 2.0 wylądował

dnia 28-02-2010 o godzinie 17:25

Linux News

Pojawiła się nowa wersja FlightGear, otwartego symulatora lotów dostępnego na platformę Windows, MacOS X, Linux, Solaris oraz FreeBSD. Nowe wydanie przynosi wiele ulepszeń, między innymi w obszarze efektów graficznych i dźwięku.

Główne zmiany w wydaniu 2.0:

  • dźwięk:
    • całkowita przebudowa systemu dźwięku;
    • dodany efekt Dopplera;
    • możliwość wyboru urządzenia dźwiękowego;
    • przypisywanie źródeł dźwięku do zewnętrznych obiektów (np. samolotów sterowanych przez sztuczną inteligencję);
  • efekty graficzne:
    • użycie cieniowania dla dynamicznych tekstur;
    • poprawione trójwymiarowe chmury;
    • ulepszone efekty oświetleniowe;
    • animacja tekstu używa OSGText;
  • możliwość tworzenia zrzutów ekranu w bardziej typowych formatach plików;
  • bardziej realistyczny model atmosfery;
  • ulepszony autopilot;
  • dodane nowe modele;
  • sztuczna inteligencja:
    • dodane pojazdy lądowe (ciężarówki, pociągi itd.);
    • możliwość zderzenia z obiektami sterowanym przez AI;
    • to samo lotnisko może obsługiwać przyloty i odloty;
  • różne optymalizacje i poprawki.

Pobierz nową wersję.
Pełna lista zmian.
Galeria zdjęć.

JägerMonkey: przyspieszanie SpiderMonkey

dnia 28-02-2010 o godzinie 15:54

Linux News

JavaScript stała się tak ważnym językiem dla rozwoju WWW, że trwa swoisty wyścig zbrojeń między przeglądarkami, w którym każdy stara się wydatnie zwiększyć prędkość działania programów w JS. Mozilla wykonuje kolejny krok w tym wyścigu.

Prace nad JägerMonkey trwają od 2 miesięcy. Ich celem jest przyspieszenie w tych przypadkach, gdzie TraceMonkey nie daje dużych efektów, tzn. gdzie kodu nie da się dokładnie śledzić.

Strategią JägerMonkey jest kompilacja JIT metod. Daje to wprawdzie mniejszy przyrost wydajności niż przy śledzeniu, ale też jest bardziej uniwersalne, dlatego oba te mechanizmy się uzupełniają, a nie wykluczają. Integracja obu jeszcze nie nastąpiła, ale jest planowana.

Z powodów technicznych deweloperzy wykorzystali w nim JIT Nitro z WebKita zamiast nanojit z TraceMonkey. Już obecnie, bez specjalnej optymalizacji, test SunSpider w trybie “Jäger mode” wykazuje wyniki o 18% lepsze niż standardowy interpreter JavaScriptu w Firefoksie.

Stabilizacja WebKita na Haiku

dnia 27-02-2010 o godzinie 21:18

Linux News

W dzisiejszych czasach system operacyjny może nawet nie obsługiwać wszystkich urządzeń dostępnych na rynku, ale powinien przynajmniej przyzwoicie radzić sobie z przeglądaniem Internetu. Haiku właśnie znalazło się na tym etapie.

Stephan Assmus (“stippi”) opisał przebieg swoich prób nad wyposażeniem Haiku we współczesną przeglądarkę. Zaczął od portu NetSurfa, ale uznał, że jest zbyt ubogi. Firefox okazał się z kolei zbyt skomplikowany do przeniesienia na Haiku – począwszy od kłopotów z portowaniem Cairo, ale to niestety nie była jedyna przeszkoda.

Drugim sensownym kandydatem był WebKit, którego wstępny port wykonał w 2007 r. Ryan Leavengood. We współpracy z aktualnym opiekunem kodu, Maximem Simonem, Assmusowi udało się osiągnąć prawidłową kompilację WebKita pod Haiku przy pomocy jama.

W efekcie renderowanie działa teraz szybciej niż w porcie Firefoksa, a częstość padów przeglądarki zmalała z jednego na kilka minut do jednego na kilka dni. Dzięki temu wpis do jego bloga powstał już pod WebKitem. Kilka zrzutów ekranowych aktualnego portu WebKita można obejrzeć w artykule włoskich miłośników Haiku.

Nowe wizje deweloperów GNOME

dnia 26-02-2010 o godzinie 18:43

Linux News

Zebrani na hackfeście zorganizowanym dzięki wsparciu ze strony Canonical w Wielkiej Brytanii eksperci od ergonomii ze społeczności środowiska graficznego GNOME przedstawili wyniki swojej pracy. Z udostępnionych dokumentów wyłania się wizja, na którą składa się kilka ciekawych pomysłów.

Jednym z pomysłów jest tak zwany Task Pooper, narzędzie ułatwiające zarządzanie zadaniami, a zainspirowane badaniami, z których wynika, że wielu ludzi używa swojej skrzynki pocztowej jako listy rzeczy do zrobienia. Narzędzie to miałoby funkcjonować jako strefa, na którą można upuszczać różne elementy (np. okna lub całe przestrzenie robocze), które byłyby po określonym czasie automatycznie przenoszone do archiwum.

Dokument opisuje także pomniejsze pomysły, takie jak zmiany w sposobie interakcji z panelami na pulpicie. Ulepszenie polega na sprawdzaniu przyśpieszenia kursora w celu uniknięcia przypadkowej aktywacji pokazywania automatycznie ukrytych paneli.

Zaprezentowane zostały także koncepcje nowego motywu, inspirowanego między innymi elementami interfejsu Moblina oraz przygotowanego dla openSUSE motywu Sonar.

Pojawiła się także idea stworzenia nowego narzędzia konfiguracyjnego, inspirowanego przez TweakUI, zawierającego zaawansowane i rzadko modyfikowane opcje.

Niestety w chwili obecnej są to jedynie wizje i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zostaną zrealizowane. Prace nad niektórymi z nich mogą zostać rozpoczęte już wkrótce i być może zawitają już w wydaniu 3.0 (luźno planowane na wrzesień tego roku) i dołączą do dużej grupy poważnych zmian, które mają całkowicie odmienić oblicze GNOME, środowiska znanego z konserwatyzmu i stopniowego wprowadzania zmian. Polityka ta odpowiada wielu użytkownikom (w tym firmom, którym zależy na przewidywalności), ale według wielu ogranicza innowacyjność i przyczynia się do stagnacji.

Oh shi-

dnia 23-01-2010 o godzinie 00:33

Kangel

Cześć! Kopę lat, czyż nie? Długo tutaj nic nie pisałem, a w zasadzie, patrząc po archiwum – nigdy tutaj nic nie pisałem. Ale to jest oczywiście kłamstwo. Ot, wszystko poznikało, co było zabiegiem całkowicie celowym, który, mam nadzieję, pozwoli mi ponownie wkręcić się w Joggera. Bo w gruncie rzeczy to mi na tym zależy. Skoro jest to nowy początek, to teoretycznie wypadałoby się przedstawić. Od pewnego czasu niezbyt obchodzi mnie, co wypada, a co nie, ale w tym przypadku chyba jednak się przełamię :-) Zatem pragnę napisać to, co aktualne w tej chwili... Na imię mi Kacper, mam siedemnaście lat (notka ta powstała dzień po urodzinach z okazji postanowienia powstałego dzień przed nimi) i jestem uczniem liceum pierwszej klasy i uczęszczam w nim do pierwszej klasy o profilu mat-inf (jak dobrze pójdzie, to ta informacja się przez kilka lat nie zdezaktualizuje) :)) Niesamowicie kręci mnie muzyka: uwielbiam słuchać tej zagranicznej, związanej głównie ze starym hard rockiem (Guns N' Roses, AC/DC, Led Zeppelin...), a także wśród moich ulubionych znajdzie się kilka polskich (takich jak T.Love i Kult). Zresztą co ja się będę rozpisywał, chyba po coś to mam, czyż nie? Dodatkowo uczę się grać na gitarze elektrycznej. Jako, że robię to od dosyć już długiego czasu, potrafię coś czasem na niej zagrać nawet :-) Wraz z dwoma kumplami z gimnazjalnej klasy pogrywamy sobie od roku mniej-więcej raz w tygodniu (niestety z dłuższą przerwą). W tymże zespole zajmuję się, generalnie rzecz określając, robotą gitarzysty rytmicznego. Jeżeli chodzi o jakieś dodatkowe informacje o naszej grupie, to: niedługo prawdopodobnie dołączy do nas basista, powoli poszukujemy wokalisty, a kiedy już się to uda, to może uda się gdzieś, kiedyś zagrać wreszcie jakiś koncert (niepewnie przyznam, że od dłuższego czasu jest to jedno z moich marzeń...). Wtedy w naszych krótkofalowych planach pojawi się zapewne zdobycie fanów w mieście, regionie, województwie i kraju, a w tych nieco dłuższych: podbicie Eurazji, reszty świata i ekspansja na Marsa. Drugim moim zainteresowaniem jest informatyka, a w zasadzie programowanie. Na ten temat nie będę się zbytnio rozpisywał, bo niestety nauka tegoż idzie mi dość opornie. W związku z tym nie ma się za bardzo czym chwalić. To znaczy byłoby czym, gdyby nie to, że w tej społeczności bez problemu będzie można znaleźć kilkoro młodszych ode mnie, lecz o zdecydowanie większej wiedzy... Bywa :) Cóż poza tym mogę dodać? Mimo tego, że nie wszystko mi się udaje, uważam siebie za szczęśliwego człowieka i mam nadzieję, że się to zbyt szybko nie zmieni. Mam kochaną partnerkę, przeżywam wiele pozytywnych chwil i stosunkowo mało negatywnych, mam muzykę, mam co jeść. Prawdopodobnie nie muszę narzekać. Sorry, nie będę płakał. Za często. I cóż poza tym? Lubię żeglarstwo, narty, rower, zielony kolor, humor o pH mniejszym niż 2, sen i imprezy. Jestem Wikipedystą, odwiedzam często demotywatory, wykop i mimo wszystko wolę raczej naszą-klasę niż Facebooka. Aaa no i lubiłem Grono, dopóki nie zmieniło dizajnu na fejsbukowy. Hmm... To chyba tyle zbędnych informacji o mojej osobie... Pozdrowienia, podziwiam, że udało się tu dotrzeć, dziękuję, dobranoc, cześć, papa. A z okazji minionych półtorej godziny temu urodzin życzę sobie natchnienia na notki. I nie tylko na notki...

Szewczyk Dratewka i dinozaury pożerające dziewice

dnia 02-07-2008 o godzinie 23:47

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Dzisiaj będzie o smokach. Pamiętacie jeszcze z dzieciństwa bajkę o Dratewce? Jak to dzielny szewczyk uratował Kraków nękany przez złowieszczą, ziejącą ogniem bestię? Siłą nie był w stanie, więc użył nasz Dratewka podstępu: wypchał owcę siarką i podrzucił smokowi. Ten wziął kęsa, drugiego i.... kaaabum! Siarka zrobiła swoje, a Dratewka dostał pół królestwa, księżniczkę, czy co tam jeszcze chciał.

Ilustracja z "Nowych Aten" Benedykta Chmielowskiego

Jak widzicie, w opowiadaniu bajek nie jestem najlepszy. Niewątpliwie sprawniej szło to autorom... Starego Testamentu.

Rzućmy okiem do Księgi Daniela 14:23-28 (Biblia Warszawsko-Praska):

"Był w Babilonie wielki smok, któremu oddawano cześć.(24) Powiedział król do Daniela: Czy i o nim powiesz, że jest zrobiony z brązu? Popatrz, przecież on i je, i pije. Nie możesz powiedzieć, że to nie jest bóg żyjący. Zechciej mu więc oddać cześć.(25) Daniel odpowiedział: Ja czczę tylko Pana, Boga mojego. Tylko On jest Bogiem żyjącym. Jeśli mi pozwolisz, królu, zabiję tego smoka nie posługując się ani mieczem, ani nawet zwykłą pałką.(26) I zgodził się król.(27) Wziął tedy Daniel smoły, łoju, włosia, kazał wszystko ugotować, zrobił z tego placki, które wrzucił w paszczę smoka. Smok połknąwszy wszystko rozpękł się na dwoje. A Daniel powiedział: Oto zobaczcie teraz, komu cześć oddajecie!(28) Kiedy Babilończycy dowiedzieli się o tym, rozgniewali się bardzo i buntując się przeciwko królowi, mówili: Nasz król stał się Żydem."

Historia wygląda wręcz uderzająco podobnie. Babilończyków również nęka smok, tyle że był to smok pogaństwa. Daniel podstępem, niemal identycznym jak w bajce o Dratewce, zabija smoka i uwalnia Babilon od fałszywego bożka. Oczywiście samych Babilończyków niezbyt to ucieszyło, ale to już inna sprawa. W końcu w bajce o Dratewce król też raczej nie radował się na myśl o oddaniu jakiemuś obdartusowi z nizin społecznych połowy królestwa i córki.

Wróćmy ad rem. Obydwie opowieści są na tyle podobne, że można mieć w zasadzie pewność, że pierwsza pochodzi od drugiej. Nie bezpośrednio, bo Dratewka, miał w rzeczywistości na imię Grakh i pojawił się w legendzie przytoczonej na przełomie XI i XII wieku przez kronikarza Wincentego Kadłubka. Czy Kadłubek sam odnalazł ten motyw w Biblii, czy powtórzył zasłyszaną, a opartą na Księdze Daniela bajkę, to już inna sprawa.

Podobnych baśni zaczerpniętych ze świętych ksiąg, a następnie odartych z sakralnego charakteru można by przytoczyć dziesiątki. Bogowie zmieniają się w rycerzy, prorocy w szewczyków. W efekcie nawet ateiści "cytują" swoim dzieciom starotestamentowe przypowieści....

Swoją drogą smoki, to chyba jeden z najciekawszych tworów ludzkiej wyobraźni. Nigdy nie istniały, a jednak przeniknęły do większości kultur świata, zyskując sobie w niemal każdej z nich dominującą pozycję. Chińczycy do dziś "czczą" smoki, na średniowiecznych herbach i chorągwiach najczęściej (obok orła i lwa) pojawiał się właśnie smok, a Benedykt Chmielowski, autor "Nowych Aten", jeszcze w XVIII wieku święcie wierzył, że smoka można spotkać choćby w Polsce.

Wydaje się, że w wyobraźni np. ludzi średniowiecza smok był równie powszednim i realnym zwierzęciem jak chociażby niedźwiedź, lis czy królik. Pomysłów na wyjaśnienie, skąd fikcyjne stworzenie uzyskało taką pozycję są dziesiątki. Mi osobiście najbardziej przypadło do gustu wyjaśnienie Mariana Plezi. Jego zdaniem smok wawelski mógł "powstać" po tym, jak w grotach pod Wawelem znaleziono jakieś prehistoryczne szczątki. Ludzie średniowiecza na widok kości dinozaura przyrównali je do znanych im skądinąd legend i stwierdzili, że to MUSIAŁ być smok. Bo jeśli nie smok, to co innego?

Herb Klagenfurtu

Dla porównania w Klagenfurcie (tam, gdzie niedawno było parę meczy) również wierzono w legendę o smoku, który nawet trafił na miejski herb. W XIV wieku opowieść zyskała potwierdzenie, po tym jak odnaleziono pod miastem okazałą czaszkę... nosorożca. Do dzisiaj zresztą przechowywaną w miejscowym muzeum.

Oczywiście stwierdzenie, że szczątki dinozaurów i innych zwierząt doprowadziły do powstania smoków byłoby sporym uproszczeniem. Wydaje mi się jednak, że to właśnie dzięki tym kościom ludzie dawali wiarę niedorzecznym opowieściom o gigantycznych bestiach ziejących ogniem.

Niby dinozaury wyginęły 70 milionów lat temu, a jaki wielki miały wpływ na historię ludzkiej mentalności. Zadziwiające prawda?

PS. Jak chcecie poczytać więcej o smokach to bardzo polecam: "Lingua Symbolica" Tomasza Panfila.

Jak piersi, to tylko w Europie

dnia 19-06-2008 o godzinie 21:44

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Kwiatek kwiatków i dno den w kategorii "historia i antropologia kultury". Nie, ja się wcale nie uwziąłem na TVN, ja wcale nic do nich nie mam. Po prostu redaktorzy Faktów momentami przechodzą samych siebie. Na przykład dzisiaj. Ostatni materiał w programie, znaczy frywolny zapychacz na temat piersi. A w nim następujące stwierdzenie: "Czy dekolt może dodać motywacji? Może, ale tylko w kulturze europejskiej i tylko od jakiś 500 lat". Wypowiedź kompletnie pozbawiona sensu, ale poparta cytatem z pana profesora z jakiejś tam szkoły wyższej. Na litość boską, allahową, adonajową, czy całkiem ateistyczną. Większych bzdur dawno nie słyszałem. Czy zdaniem dziennikarzy i profesora Wojciecha Burszty dopiero renesans wymyślił piersi? Bo na to właśnie wygląda.

Jasne, w średniowieczu piersi raczej nie wypadało pokazywać. W zasadzie niczego nie wypadało pokazywać, po tym jak święty Augustyn i jemu podobni wymusili dość rygorystyczne kanony estetyki. No ale chyba nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że jednak przed średniowieczem coś było, prawda? W kulturze greckiej bardziej zwracano uwagę na penisy niż piersi, ale już choćby Rzymianie darzyli je sporą uwagą. Podobnie jak przeróżne współczesne im i wcześniejsze ludy. Pamiętacie wielką matkę paleolityczną i jej gigantyczne piersi? Albo podobne w typie baby pruskie czy słowiańskie? Co u nich przede wszystkim eksponowano? No piersi przecież!

Oczywiście kultura się zmienia, ale pewne rzeczy są zapisane w mózgu, a nie w kulturze. Kobiece piersi maja na celu karmienie dzieci, ale też kuszenie samców (znaczy mężczyzn) i zwiększanie satysfakcji seksualnej. I tak było zawsze, więc "motywacyjnej" roli piersi nie mógł wymyślić renesans.


A jeśli ktoś twierdzi, że kultura europejska ma do piersi jakieś szczególne prawa, to chyba nie czytał "Pachnącego Ogrodu", "Kama Sutry" (w znaczeniu hinduskiego traktatu, a nie pornograficznych książeczek, których pełno w księgarniach), ani choćby relacji Pigafetty czy jednego z setek opisów podróży z czasów od średniowiecza po dziś dzień. Śmiałbym przypuścić, że kultury pozaeuropejskie odkryły piersi wcześniej i w znacznie większym stopniu niż Europa. No ale co ja tam wiem.

Katyń to nie żadna zbrodnia. Naprawdę!

dnia 15-04-2008 o godzinie 12:46

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Za nami kolejna rocznica związana z Katyniem. Tym razem był to "Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia". Nazwa trochę buńczuczna i nie do końca uzasadniona, ale nie o tym chciałem pisać. Rocznica za nami, a zarazem kolejne artykuły i reportaże o Katyniu, a także postulaty, by wreszcie Rosjanie porządnie się pokajali, przyznali, że było to ludobójstwo i zaczęli szczerze bić w piersi. Już wiadomo, że nasi sąsiedzi ze wschodu tego nie zrobią. I szczerze mówiąc ani trochę im się nie dziwię.

W Polsce od lat zachodzimy w głowę, skąd opór strony rosyjskiej. Przecież wymordowano ponad 20 000 oficerów, żołnierzy i intelektualistów. W bestialski sposób i bez uczciwego procesu zniszczono polskie elity. To nasza perspektywa. Zapominamy jednak, że swoją perspektywę mają też Rosjanie. Dla nich był to jeden z tysięcy podobnych incydentów. Element rutyny, która od lat 30. zdominowała Związek Radziecki.

Wtedy to Stalin rozpętał czystkę, która miała na celu zniszczyć opozycyjne wobec niego władze partii, ale szybo objęła całe społeczeństwo. Jej skala jest nieporównywalna ze zbrodnią katyńską i warto to sobie uświadomić. Do więzień trafiały miliony ludzi, z których zdecydowana większość była kompletnie niewinna. Z wyliczeń Roberta Conquesta wynika, że Stalin rozpoczynał każdy dzień pracy od zatwierdzenia nadesłanej przez NKWD listy osób skazanych na śmierć (R. Conquest, The Great Terror: A Reassessment, 2008). Przeciętnie było na niej ok. 5000 pozycji. Przy tym lista zawierała jedynie nazwiska bardziej prominentnych polityków. Tysiące innych egzekucji były przeprowadzane bez bezpośredniego nadzoru pierwszego sekretarza.

Paranoja ogarnęła najpierw świat polityki, później wojsko, a na koniec każdą sferę życia, osiągając niespotykaną w historii skalę. Władze centralne raz po raz wysyłały do komitetów lokalnych depesze z żądaniem natychmiastowej egzekucji "co najmniej 10 000 wrogów ludu" albo "wszystkich kułaków, w liczbie co najmniej 15 000". Szybko zaczęło brakować realnych opozycjonistów, aresztowano więc każdego. Za sabotaż, prace dla polskiego wywiadu, trockizm. Zeznania wyciągano poprzez tortury, po czym skazany był rozstrzeliwany lub trafiał do obozu. Jeśli zajmował jakiekolwiek stanowisko, dla pewności skazywano jego podwładnych, znajomych, następcę i następcę tego następcy.

Padały najbardziej absurdalne wyroki. Conquest przytacza przykład drwala z małej wioski, któremu zarzucono, że wycina drzewa według specjalnego schematu, tak by stworzyć trasy najazdu dla polskich i niemieckich czołgów (s. 280). Pewna śpiewaczka operowa trafiła na 10 lat do obozu pracy za zbyt długi taniec z japońskim ambasadorem, podczas oficjalnego przyjęcia (s. 271). To zresztą przypadki jednostkowe. Dla zwiększenia skali czystek wiele grup aresztowano en bloc. Każdy filatelista, esperantysta, czy świadek jehowy był uznawany za szpiega i wywrotowca. Buddystów skazywano za szpiegostwo na rzecz Japonii, a kiedy tych zabrakło, ten sam zarzut wysunięto przeciwko... muzułmanom (s. 273).

Grekom i każdemu kto utrzymywał jakiekolwiek kontakty z Grecją (wystarczyło, że kiedykolwiek wysłał list do tego kraju!) zarzucono udział w nacjonalistycznym spisku, mającym na celu wywołanie na Ukrainie powstania i stworzenie nad Dnieprem "Wielkiej Grecji" (s. 272). Czystki dotknęły też większość pisarzy (ponad 90% wymordowano) i historyków. Torturowano nawet 8-latków, bo od nich prościej niż od dorosłych można było wyciągnąć zeznania (s. 274). Choćby deklarację udziału w nazistowskich spiskach i zatruwania studni.

Łączna skala zbrodni nie jest znana, ale doszło do takiej sytuacji, że każdy obywatel ZSRR spodziewał się, że lada dzień trafi do więzienia. Łącznie ofiar mogło być nawet ponad 10 milionów.

10 milionów. Porównajmy ta liczbę z 20 000 zabitych w Katyniu. Kto wie, może Stalin nawet nie zwrócił uwagi na tę akurat egzekucję. Dla niego był to po prostu element rutyny. Kilka lat wcześniej zaplanowano przecież, że podobna do katyńskiej czystka na Litwie powinna dotyczyć 1/4 społeczeństwa.

Do dzisiaj Rosjanie nie poradzili sobie z "wielkim terrorem", tą chyba najczarniejszą kartą swojej historii. I dopiero kiedy uda im się zrozumieć zbrodnie lat 30. będziemy mogli oczekiwać, że szczerze przeproszą za Katyń. Lepiej nie zapominać, że tak naprawdę to sami Rosjanie, a nie Polacy byli największymi ofiarami komunizmu.

Buy. Buy more now. Buy, and be happy!

dnia 14-04-2008 o godzinie 01:45

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

George Lucas znany jest głównie z Gwiezdnych Wojen i Indiany Jonesa. Słowem, z filmów mainstreamowych, z możliwie szybką akcją, efektownymi strzelaninami i nowoczesnymi efektami specjalnymi. Tymczasem w filmografii Lucasa znajduje się także film znacznie powolniejszy, na swój sposób wręcz ascetyczny i filozoficzny. Mowa o THX-1138. Była to pierwsza produkcja amerykańskiego reżysera, a moim zdaniem zarazem najlepsza. Choć może to tylko subiektywna opinia, bo film oglądnąłem wczoraj i chyba jeszcze nie otrząsnąłem się z wrażenia.
Do kin THX-1138 trafił w 1971 roku i szybko zyskał miano kultowego w amerykańskim środowisku studenckim. Na swój sposób przeniknął do kultury masowej, bo numer 1138 został sparodiowany w wielu kreskówkach i powtórzony w przynajmniej kilku filmach, a sama produkcja bardzo mocno wpłynęła na gatunek. Niestety w Polsce do dziś film jest prawie nieznany.

O co chodzi? Krótko mówiąc o chyba najlepszą antyutopię w historii kina. THX-1138 to numer identyfikacyjny głównego bohatera filmu: człowieka żyjącego w skomputeryzowanym społeczeństwie przyszłości. Społeczeństwie, w którym "coś" poszło nie tak, bo świat uległ zagładzie, a resztki ludzkości żyją w gigantycznym podziemnym mieście. Całe ich życie jest poddane kontroli systemu komputerowego, a emocje tłumione poprzez specjalne leki. Ich egzystencja koncentruje się wokół religii przyszłości. Obiektem kultu jest komputerowy twór wzorowany z jednej strony na Jezusie, z drugiej chyba na orwellowskim Wielkim Bracie. Emocje są zabronione, samodzielne myślenie podlega surowej karze, a seks stanowi jedno z najcięższych przestępstw. Realną wartość mają jedynie kolektywna praca, kapitalizm i wydajność.

Świat przyszłości według Lucasa jest odarty z wszelkich barw, a łysi ludzie o bladych twarzach prowadzą życie kontrolowane przez roboty... konstruowane przez nich samych. Film jest na swój sposób powolny, ale dzięki temu skłania do przemyśleń. Zresztą, można go odbierać na przeróżne sposoby. Dla mnie jest to przerażająca wizja tego, jak może wyglądać skomputeryzowany świat przyszłości i jak bardzo Orwell jest wciąż aktualny, mimo że totalitaryzm upadł ostatecznie 20 lat temu. Sam Lucas stwierdził natomiast, że była to raczej metafora atmosfery lat 70...

Zachęcam do obejrzenia. Pozycja obowiązkowa choćby dlatego, że wiele późniejszych filmów czerpało z THX-1138. Najwyraźniej Equilibrium, w mniejszym stopniu też "Ja, Robot" i "Matrix".

PS. Swoją drogą strona www THX-1138 to jednym słowem majstersztyk.

Muzułmanie nie skumali popkultury?

dnia 29-03-2008 o godzinie 01:40

Bigos na madagaskarze (Gardomil)

Chyba wszyscy pamiętają wielki raban, jaki podniesiono w świecie Islamu, po tym jak duński dziennik Jyllands-Posten opublikował kilka karykatur Mahometa. Masowe protesty, manifestacje, groźby, fatwy, bojkoty... W efekcie parę marnej jakości (i dennego poziomu) rysunków przedrukowały setki gazet na świecie. A europejczycy dowiedzieli się, że po raz kolejny podeptali godność Islamu i wypowiedzieli wojnę religii muzułmańskiej... Można się z tego wszystkiego śmiać, ale można też spróbować zrozumieć ten i podobne incydenty. Albo raczej powód, dla którego jedna z największych religii na świecie przejmuje się takimi, co tu dużo mówić, pierdołami. Osobiście, parafrazując nie tak dawną wypowiedź na temat Matriksa, odnoszę wrażenie, że muzułmanie wciąż nie skumali... popkultury.

Od lat nikogo nie dziwi, że Jezus, Bóg, czy Maryja to właśnie ikony popkultury. Ogółem, świat zachodni przełamał tabu otaczające religię i summa summarum wyszło mu to chyba na dobre. Oczywiście nie każdemu podoba się np. parodiowanie Pasji Mela Gibsona czy przedstawianie Chrystusa w pozie jak powyżej. Tym bardziej mało kto zachwyci się, widząc penis wpisany w krzyż.

Tyle, że ludzie XXI wieku rozumieją, że dopuszczenie do tego typu ekscesów to element jednego z największych osiągnięć demokracji - wolności słowa. Jeśli komuś dane "dzieło" się nie podoba, to może go nie oglądać, nie kupować, albo nawet publicznie je skrytykować. To znacznie lepsze rozwiązanie niż kamienowanie obrazoburcy albo wsadzanie go do więzienia. Poza tym, wiele karykatur czy popkulturowych prezentacji tematów religijnych pozwala nabrać dystansu do skostniałych zasad religii... albo nawet lepiej je zrozumieć. Czy to poprzez wywołanie dyskusji, czy też poprzez skłonienie ludzi do refleksji nad czyś dotąd oczywistym.

Inna bajka, że poważna instytucja religijna nie powinna się zniżać do krytyki paru obrazków, bo to świadczy o niej samej. Tak na przykład o hierarchii kościelnej świadcyzło w pewien sposób zaciekłe atakowanie "Kodu da Vinci" i Harrego Pottera. Największa religia świata bała się dwóch książek? Odrobinę śmieszne moim zdaniem.

Tak samo zabawne wydają się gigantyczne protesty muzułmanów i ich oskarżenia, że Europa wyśmiewa akurat Mahometa. Guzik prawda. Rzućmy choćby okiem na nową reklamę marki House:

Wzbudziła wielką krytykę i pewnie szybko zniknie z ulic ze względu na obrazę uczuć religijnych. Ale czy ktoś organizuje pikiety z tej okazji? Żąda zemsty i mordu na sprawcach? Nie. Jeśli kogoś reklama zbulwersowała, to po prostu nie kupi więcej ubrań tej marki. A sama firma zyska opinię, która może być w niektórych kręgach przydatna, w innych wysoce niekorzystna. Tylko tyle i aż tyle.

Tak samo współczesna popkultura potrafi się śmiać z każdej innej religii. Niżej jeszcze jedna reklama, tym razem banku WBK.

Widzicie jasne nawiązania do hinduizmu? Ja widzę. I do idei religijnych ogółem. Czy polscy hinduiści zaprotestowali? Czy w ogóle ktoś zaprotestował? Nie, bo po co robić aferę z niczego? Dzieło świadczy o autorze, a karykatura to narzędzie społecznie bardziej pomocne niż szkodliwe.

Niestety muzułmanie chyba jeszcze długo nie zrozumieją, że nikt się na nich nie uwziął i że tego typu głupoty najlepiej puścić koło uszu, zamiast niepotrzebnie robić reklamę ich autorowi. Co zrobić... katolicy mogą się co najwyżej cieszyć, że muzułmanie równie zaciekle bronią dobrego wizerunku Jezusa.

Chcieć, ale jak, czyli o tym, jak niełatwe bywa pisanie słowników

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Blog Wikisłownika

Od pewnego czasu zaczęło mnie gryźć jedno hasło. Chodzi o kśěś, czyli „chcieć” w języku dolnołużyckim – jakby nie było, czasownik o istotnym znaczeniu. Za internetowym słownikiem Instytutu Łużyckiego jako formy czasu przeszłego podane były kšěł/kšěła. Nie podobały mi się te konstrukcje, bo w zasadzie znikąd pojawiało się „s” z daszkiem zamiast „ś”, a i samo ich brzmienie zdawało mi się dziwne (czy „kszieł” ma coś wspólnego z polskim „chciał”, nie mówiąc już o trudnościach z wymówieniem takiej zbitki?). Ale cóż – ze względu na słabą znajomość dolnołużyckiego zostawiłem to w spokoju. Współautorem internetowego słownika był Manfred Starosta – absolutny autorytet dolnołużyckiego językoznawstwa, najwyższa instancja. Uznałem, że z takim kimś nie ma co się kłócić.

Ostatnio naszła mnie jednak fala wątpliwości. Co w takiej sytuacji począć? Normalnie człowiek bierze inny słownik i porównuje. Niestety nie mam dostępu do radzieckiego słownika rosyjsko-dolnołużyckiego (nawet gdybym miał, i tam nie miałbym z niego wielkiego pożytku, gdyż rosyjskiego nie znam), a po polsku nie wyszła po prostu żadna poważna pozycja. Szukanie w Google może być zwodnicze – tekstów po dolnołużycku w Internecie jest mało; są fora dyskusyjne, ale ciężko stwierdzić, kto na nich jest „prawdziwym” Dolnołużyczaninem. W zasadzie mam wrażenie, że więcej tam zapaleńców z Polski i Czech oraz gości z Górnych Łużyc niż Dolnołużyczan. Wyników dla „kśěł” było więcej, ale do czego przywiązywać większą wagę: słownika o niezaprzeczalnej renomie czy swobodnym dyskusjom, co do których nie wiadomo do końca, w jakim są prowadzone języku (czasem ciężko jest odróżnić górnołużycki od dolnołużyckiego; a jak będzie pisał Górnołużyczanin starający się pisać po dolnołużycku?).

Jeden z wyników zwróconych przez wyszukiwarkę zabił mi do tego niezłego ćwieka: były tam użyte obie formy. Literówka? A może jakaś głębsza przyczyna? Podzieliłem się moimi wątpliwościami z Joystickiem, który naprowadził mnie na jeszcze jeden trop: reforma pisowni. W dolnołużyckim w roku 1995 nastąpiła reforma, w następstwie której np. „spěwaś” przeszło w „spiwaś”, a „gornoserbski” w „górnoserbski”. Wyobraźmy sobie, że forma z „š” jest według starej, a z „ś” – według nowej pisowni. Autor artykułu mógł się nie przyzwyczaić do nowych reguł i napisał raz tak, a raz tak; program do sprawdzania pisowni albo osoba-korektor mogłaby to przeoczyć.

W podobnych sytuacjach wyjątkowo przydatni okazują się native speakerzy. Gdybym, na przykład, rozwijał słownik chorwackiego, nie musiałbym nawet ich szukać – po prostu napisałbym do „naszego” Frano. Niestety, native speakerów nie uświadczy (zazwyczaj) ani na łużyckim kanale IRC-owym Wikipedii, ani na samej dolnołużyckiej Wikipedii. Mógłbym tam liczyć co najwyżej na pomoc dwóch Niemców, tak jak ja uczących się dolnołużyckiego (co prawda, dłużej). Ostatecznie zwróciłem się o poradę do Dundaka – Górnołużyczanina, który kiedyś nagrywał na moją prośbę wymowę górnołużycką, i który zna dolnołużycki. W jego szkolnym słowniku była pisownia przez „ś”. Nie zostało nic innego, jak zwrócić się bezpośrednio do najwyższej instancji z prośbą o wyjaśnienie. Uprzejmą i szybką odpowiedź dostałem dzisiaj – faktycznie, w słowniku była literówka. W problematycznym artykule ktoś po prostu raz nacisnął źle klawisz.

Jest nas mało ...

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

Artur 'WarX' Fijałkowski

... a będzie coraz mniej.

Gdy zakładałem konto na Wikipedii mieliśmy:

  • 8 razy mniej haseł
  • 15 razy mniej kont użytkowników
  • n razy mniejszą oglądalność (gdzie n pewnie jest większe od 20)
Natomiast obecnie mamy 3 razy więcej administratorów, niż kiedy 3 lata temu przyłączałem się do projektu. Z tych 3 liczb (8,15,3) łatwo jest wywnioskować, że spada liczba adminów względem ilości ruchu na Wikipedii.

Tendencja ta może wydawać się dziwna - skoro jest więcej aktywnych użytkowników, to powinno być również więcej ludzi, którzy chcieliby zostać administratorami. G... prawda! Fakty są takie, że im więcej Wikipedystów tym gorsze jakościowo błoto, którym obrzuca się potencjalnych adminów na PUA, a to bezpośrednio przekłada się na liczbę ludzi, którzy są gotowi zostać administratorami. Te niedobitki, które się odważą prócz obrzucenie błotem ryzykują również przeciąganie pod kilem masowca pełnego głupich i prowokujących pytań, są oskarżani o karierowiczostwo, albo najzwyczajniej w świecie odpadają głosami dobrych ludzi, którym wydaje się, że tak będzie lepiej. Ta ostatnia sytuacja jest najgorsza - dobrzy ludzie nie wiedzą jak ogromną siłę posiada ich sprzeciw - nawet jeden taki głos może wygenerować kilka innych od ludzi niezdecydowanych oraz być idealnym uzasadnieniem dla trolli, którzy mają autorytet, na którym mogą się wesprzeć.

Jeżeli sytuacja będzie się dalej rozwijać (a przez ostatnie 2 lata rozwija się wręcz podręcznikowo), to już niedługo nie będzie kto miał pilnować interesu, bo starzy się wypalają, a nowych nie przybywa. Dlatego apeluję do was dobrzy ludzie: niegłosujcie przeciw, bo wasz głos sprzeciwu ma zbyt dużą siłę, aby go wykorzystywać!

Więc chodź, pomaluj mi Wikipedię

dnia 01-01-1970 o godzinie 00:00

O Wikipedii rękami Wikipedystów...

Jak wszyscy wiemy, tylko prawdziwy Monobook.css daje radę jako skórka dla Wikipedii. Reszta systemowych designów jest do bani, a te wymyślone przez użytkowników też mi się nie spodobały, dlatego postanowiłem zrobić coś, co nie będzie odbiegało od wyglądu standardowego Monobooka.css, a dodawałoby Wikipedii trochę kolorów. A oto i jest. Jeśli ktoś chciałby trochę kodu (mam go więcej, ukryłem zbędne dla mnie elementy jak ramki po lewej, footer, sitenotice i inne), to tu jest wszystko, co odpowiada za to, co widzicie/widzieliście:


#pt-sandbox, .stub { display: none; }
#bodyContent a:visited { color: green; }
#ca-edit a {
border-top: 1px solid #aaa;
font-weight: normal;
background-color: pink;
}
#ca-talk a { background-color: #d0f0c0; }
#ca-history a { background-color: #f5deb3; }
#ca-protect a, #ca-unprotect a, #ca-viewsource a { background-color: #f0f8ff; }
#ca-delete a { background-color: #e0e0e0; }
#ca-move a { background-color: #ffe4e1; }
#ca-watch a, #ca-unwatch a { background-color: #fffacd; }
#catlinks { background-color: #f3fff3;
border-top: 2px dotted #339966;
border-bottom: none;
border-left: none;
border-right: none;
padding-left: 10px;
color: #3300cc;
margin-bottom: -1em; }
#catlinks a { color: #3300cc; }

Plus dodatkowo jeszcze zmiana kolorów linków zewnętrznych, pochylenie tytułów sekcji i wywalenie tego irytującego linku do edycji sekcji nagłówkowej strony [tak, można CSSem], jak ktoś chce:

a.external { color: #cc0066; }
.mw-headline { font-style: italic; }
div.editsection { display: none; }

Wszystko wystarczy wrzucić do swojego własnego Monobooka.css, odświeżyć cache swojej przeglądarki i powinno działać, jak należy. Aha, disclaimer: powyższe jest na PD, róbcie z tym, co chcecie :)